|
Zlot
"Zielona szkoła na cztery koła" |
|
PS. Kilka słów do osób przysyłających zdjęcia - proszę o rozmiar zdjęcia w rozdzielczości WEB 800x600 lub 1024x768, bo zabraknie nam niedługo miejsca na serwerze, a nie mamy aż tyle cierpliwości, by każde nadesłane zdjęcie poddawać indywidualnej obróbce :) |
|
Każdy, kto bywając na naszych imprezach, choć trochę nas poznał wie, że celem nadrzędnym wspólnych wypadów w teren jest nie koniecznie popularnie zwane „upalanie” ale przede wszystkim odkrywanie mało znanych i trudnodostępnych uroczysk ziemi świętokrzyskiej. Łączenie przyjemnego z pożytecznym przez mieszanie odpowiedniej ilości błota i wiedzy to nasz sposób na spędzanie czasu za kółkiem naszych maszynek. Ostatnia impreza na Ponidziu to klasyczny przykład takiego mariażu. Niewielu z Was zna czyste i malownicze nadnidziańskie plaże, które co kilka lat objawiają się w innych miejscach, niewielu widziało na własne oczy czarne bociany, dudki czy nurogęsi. Kto z Was jechał samochodem i obserwował w pełnym pędzie daniele czy sarny. Niewielu wie, że kolebka polskości, jej potęga miały początek w dolinie Nidy. Rzadko kto widział namacalne tego ślady w postaci grodzisk, zamków czy fortalicji. Cykl dwóch imprez zorganizowanych na Ponidziu dał szanse na liźnięcie tegoż tematu. Ostatni impreza zaś dała jeszcze jedną wyjątkową szansę na wyjątkowe obcowanie z przyrodą – baza w namiotach na plaży, daleko do wiosek i beztroska włóczęga w nadnidziańskie morza łąk i pastwisk to jest to! Cóż emocjonującego w tym być może zapytacie – a nic odpowiemy. Właśnie o to chodzi, by zgodnie z rytmem pór roku korzystać z dobrodziejstw przyrody. Jest czas na masakrę w śniegu i zamarzniętej wodzie, jest czas na totalną rzeź w przedwiosennym błocie, jest czas na wysuszone na pieprz bezdroża przeplatane orzeźwiającymi brodami, jest czas na dalekosiężne wakacyjne podróże czy imprezy z bankietami i DJ’em. Jest też najlepsza pora na wylegiwanie się nad rzeką przeplatane podróżami po bezkresie kwitnących łąk. ...ale, że nie samym widokiem człowiek się może nacieszyć hehehe - przygotowaliśmy więc konkretny odcinek w stylu „rainforest challenge”, by nakarmić nasze bestie:) Już samo dotarcie do niego zajęło ładnych parę godzin, a co dopiero pokonanie go. Najwięcej emocji wzbudziła przeprawa przez wymagający wąwóz i wijący się na jego dnie strumień. W ruch poszły wyciągarki, posypały się szyby, pourywały się zbędne akcesoria zdobiące nasze auta, zmasakrowano karoserie i lakier, by wieczorem... znów spokojnie usiąść do ogniska i podziwiać zachód słońca. Ruda woda, gitara, ognisko – pełen luz :) Podsumowując – jak mawia Czesio - było zajebiaszczo. Kolejny raz wyróżniliśmy Marcina Szczurowicza - za niesamowite poczucie humoru i rękaw pełen kawałów, którymi rzucił nas na kolana – w jego ręce trafił Puchar Duszy Towarzystwa. Przyznam, że w terenie też nie odpuszcza, oj nie odpuszca ;). Szczególnie do gustu przypadł mu drift na błotnistych szykanach – to pochodna po zamiłowaniu do sportowych wózków. Puchar Superwędrowca trafił do rąk kapitana załogi Marcina Markowskiego – pokonali najdłuższą trasę i kolejny raz pokazali klasę w organizacji i zapleczu technicznym. Debeściakiem zaś okazał się Jarek Wiąckiewicz, który swoim Patrolem jak czołgiem pokonywał wszelkie przeszkody terenowe – oprócz elektrycznego pastucha, który nie wiedzieć czemu walał się na „trasie przejazdu” ;) Nasze kajakarskie załogi niestety nie dotarły do naszej bazy i po pokonaniu ponad 60 km odcinka Nidy poległy w strumieniach deszczu tuż pod Pińczowem. Z relacji jaką usłyszeliśmy – naprawdę nie mieli miętowo. Tyle w wielkim skrócie.... Życzymy udanych wakacji! Nasza wyprawa do Albanii i na Ukrainę tuż tuż! Podpowiadamy – we wrześniu znów razem zabawimy się na wyjątkowo wymagającej imprezie jaką będzie „Kampania wrześniowa”. Jesienią wyruszymy też na skandynawskie szlaki a także zajrzymy na Zakarpacie do naszych cygańskich przyjaciół w zapomnianym ukraińskim schronisku... Potem Andrzejki i ....jak ten czas leci :)) Kędzior
|