Zlot
„Walentynkowy” organizowany przez Klub
PTTK "Na cztery koła" miał być z założenia
imprezą lajtową, adresowaną do całych rodzin lub
planujących założenie rodziny ;), bez nadmiaru
adrenaliny etc.. Trasę ułożono tak, by każdy
uczestnik uzbrojony w samochód z napędem 4x4 poradził
sobie bez większego kłopotu. Takie były założenia.
Po raz kolejny Góry Świętokrzyskie pokazały , że w
pełni zasługują na nazwę "góry" i spłatały
figla. Od czwartku intensywne opady śniegu w połączeniu
ze znacznym spadkiem temperatury doprowadziły do tego,
że sam dojazd asfaltami do bazy rajdu - Hotelu „Ameliówka”
- stał się nie lada wyzwaniem. Pierwsze załogi dotarły
dopiero późnym piątkowym wieczorem, a kierowcy byli
naprawdę zmęczeni podróżą. W pi..du wylądował też
plan z wieczorem horrorów, który w praktyce stał się
pokazem filmów z wypraw klubowych – tych bliższych
i tych zupełnie dalekich. Większość odpuściła tzw
"nocne Polaków rozmowy" przy piwku w barku i
udała się dość szybko do łóżek. Wyjątkiem
byli tu chłopcy z Tychy 4x4 Hard Core Team
:D , którzy pomogli barmanowi zamknąć lokal nad
ranem.
Sobota powitała nas sypiącym śniegiem i mrozem. Na
hotelowym parkingu zrobiło się jednak tłoczno. 20
maszyn stanęło do odprawy. Były wypasione Patrole ,
dystyngowane Range Rovery , Jeepy , Landki ,Mercedesy G, Suzuki
i śliczny Nissan Terrano. Kędzior przeprowadził
odprawę nanosząc delikatne korekty do tras. Zmiany
podyktowane były warunki pogodowymi - podjazdy
i zjazdy ze stromych wzniesień stały się bowiem
teraz autentycznie niebezpieczne. Tylko najlepiej
przygotowane auta mogły zaryzykować takie odcinki.
Oczywiście chętnych na ostrą jazdę nie brakło ale
jak się dowiedzieliśmy później - nawet i ci
najbardziej doświadczeni kierowcy rezygnowali w toku
imprezy w obawie przed zniszczeniem samochodów i
niebezpieczeństwem dla zdrowia. Samochody , które
zsuwały się po śniegu i nie reagowały na żadne czynności kierowców
stały się naturalnym obrazkiem tej imprezy. O dziwo
jednak obyło się bez żadnych strat w sprzęcie.
Wszyscy uczestnicy bardzo poważnie zastosowali się do
zaleceń organizatorów i wykazali się prawdziwą odpowiedzialnością.
Pobliska piaskownia stała się punktem ,do którego
schodziły się wyznaczone trasy. Na uczestników czekało
ognisko , kociołek myśliwski, ciepła herbatka
etc.
Po
zaspokojeniu głodu kierowcy mogli stanąć do walki na
tzw. "czasówce". Krótki odcinek
z czterema stromymi podjazdami okazał się być
niezłym sprawdzianem umiejętności. Zdecydowanie
najlepsze czasy wykręcili tu Paweł Burczyn w Patrolu ,
Zbyszek Pietruszka w Jeepie Cherokee. W grupie
turystyk najlepszy był Artur Jurzyński vel Danonek
i nasz nowy mechanik Andrzej Milewski - obaj za
sterami swoich Dyskotek. Najbardziej zaś widowiskową
jazdę zapewnił nam bez wątpienia Michał Wiewór w niepowtarzalnej
Toyocie Hilux. Uczestnicy po szaleństwie w piachu udali
się na szlak wiodący ich w stronę hotelu. W tym miejscu warto nadmienić , że na drodze
przemierzających ośnieżone szlaki stanął
niezidentyfikowany "tubylec" , któremu
kolumna wolno przemierzających gminną , polną drogę
pojazdów wybitnie się nie spodobała. Dał temu wyraz
używając tzw. określeń niecenzuralnych. Jakiekolwiek
pretensje tego człowieka były oczywiście absolutnie
bezzasadne. Rozmowa z nim -jak się okazało była też
niemożliwa – grochem o ścianę. W związku z
czym załogi udały się w swoją drogę. Rozsierdzony
chłop postanowił jednak ukarać kogokolwiek i podrzucił
na drogę deskę z gwoździami. Na tę przeszkodę mógł
trafić każdy - przede wszystkim jednak mieszkańcy
okolicznych domów. Trafił jednak uczestnik naszego
zlotu - na szczęście i na nie szczęście zarazem
bowiem szkód ta zapora nie poczyniła w zasadzie żadnych
bo ciężki Land Rover obuty w mocne kapcie zmiażdżył
gwoździe - gdyby to padło na traktor , motocykl
czy auto osobowe - z opon zostałyby strzępy a prowadzący
pojazd wraz załogą zastukałby do bram Św. Piotra. Cała
ta sytuacja jest obrazkiem rozumowania wielu świętokrzyskich
chłopów o czym jako organizatorzy zawsze ostrzegamy. Późnym
wieczorem do hotelu dotarły ostatnie załogi. O
godzinie 20 - tej rozpoczęliśmy część integracyjno
- walentynkowo- karnawałową przy suto zastawionych stołach.
Przedtem jednak Kędzior podsumował ten dzień zlotu i
wręczył puchary.
Nagrodzeni zostali : w klasie extreme : Paweł Burczyn
i Zbyszek
Pietruszka. W klasie turystycznej : Artur Jurzyński i
Daniel Lenartowicz. Ten drugi poruszając się zupełnie
fabrycznym Range Roverem P38 pokonał lwią część
trasy nie czyniąc w autku jakichkolwiek strat, a warto
dodać, że był to jego absolutny debiut w terenie.
Puchar Fair Play otrzymał Tomek Staniucha za cierpliwość
i pomoc żółtodziobom grzebiącym się w śnieżnych
przeszkodach. Puchar Największego Pechowca - za
przejazd po i wykrycie chłopskiej pułapki -
Rafał Reczkin. Jak się potem okazało jedna z
opon minimalnie ucierpiała i potrzebna była
interwencja wulkanizatora.
Po wyróżnieniach
i części oficjalnej (takie bla bla bla) przeszliśmy
już do części typowo rozrywkowej. Do pucharów
dołączono pokaźne szampany, były walentynkowe kwiaty
i romantyczne pościelówy. Dość powiedzieć, że
hulanki i tańce przeciągnęły się do wczesnych
godzin porannych kiedy walczący na parkiecie
stwierdzili zgodnie, że ze zmęczenia odpadają im kończyny
:D.
W niedzielny poranek śniadanko , kawa i dyskusje na tematy
wszelakie. Wreszcie około 11:00 wyruszyliśmy wszyscy
razem na trasę widokową w kierunku Kielc - do naszej
małej offroadwej oazy - niemal w centrum miasta
:). Komu wciąż mało było błota , emocji i wysokich
obrotów - miał tu swoje 5 minut. Po chwili zabawy
już trzeba było sięgać po liny i wyciągarki. Było
w czym auto wytaplać i poćwiczyć dosłownie wszystkie
off-roadowe figury. Nie podjęto tylko tematu pokonania
słynnego rowu z „wodą” - jakieś 60 m długości
i do metra głębokości brei z mulistym dnem. Kra
na nim okazała się zabójcza dla karoserii i chłodnic.
Po zabawia na torze część załóg udała się już z
toru bezpośrednio w drogę do domów - pozostali za Kędziorem
do hotelu na obiad. Przy obiadku kilka słów podziękowań
za wspaniała atmosferę i do domu J
A zatem... kolejna impreza za nami. Serdecznie Wam dziękujemy
za przybycie i dobrą zabawę. Mamy nadzieję wkrótce
znowu was widzieć na świętokrzyskich szlakach!
Boguś
Lajer