-
Zlot "Majówka - Wędrówka" 2009
// 01 maja 2009Im dłuższa impreza, im więcej wrażeń, tym mniej piszemy w naszych relacjach. To dziwne ale prawdziwe. Tym razem nie będzie inaczej. W kilku słowach: było super. Pogoda nas rozpieszczała, trasy były ciekawe, wymagające i urzekające. Uczestnicy świetnie rozumiejący słowo wypoczynek, luz, szacunek dla przyrody ale jednocześnie chętni do szaleństw i mocnych akcji.
Na szczególną uwagę zasługują Agata i Hubert Pilarscy, którzy swoją Suzi odebraną prosto z salonu doprowadzili do opadu szczęk starych off-roadowych wyjadaczy. Wszyscy zaciskali zęby i kulili się w sobie na odgłos gałęzi szorujących po nowiutkim lakierze. Koleiny mocno testujące miękki brzuszek Suzi potrafiły wycisnąć łzy u kibiców :)
Pokonywanie brodów w wydaniu Huberta to zjawisko nie z tej ziemi – miałem wrażenie, że tylko poduszki powietrzne są w stanie zatrzymać szarżującą załogę przed kolejnym wodnym atakiem. Tu pokłon w stronę Iwony Grabowskiej, która uchwyciła swoim aparatem jeden z takich ataków przy którym numer rejestracyjny Suzi z fantazją powiedział dość!
Nie lada wyczyn ma na swoim koncie Marcin Szczurowicz, który pokonał dawno zapomniany bród. Wybrakowane płyty betonowe leżące luzem na dnie nie wróżyły nic dobrego a jednak udało się. Z powrotem były małe kłopoty ale wsparcie innych załóg uchroniło Toykę przed głębokością peryskopową. Tak trzymać! Brawa należą się drużynie z sandomierskiego KIM-MOTO, która w wyjątkowo rodzinnym składzie bawiła się przednio zarówno na trasie przejazdu jak i na wieczornych baletach.
Pierwszy raz off-roadowo goszczący na naszej ziemi Maciej „Maestro” Pawłowski będzie miał co „dorzucić” do musicalu o ziemi świętokrzyskiej, bo mimo wyjątkowego pecha i awarii samochodu jak sam stwierdził zdążył skutecznie zachwycić się kielecczyzną.
Podsumowując - pokazaliśmy Wam kawał pięknej, acz mało znanej krainy, staraliśmy się zaszczepić w Was małą nutkę Ponidzia i chyba nam się udało.
Na puchar Fair Play zasłużył sobie bezsprzecznie Darek Kudła, który cierpliwie wyciągał z brodów większość utopionych aut regularnie podtapiając swoją Landrynę :)
Podsumowując - pokazaliśmy Wam kawał pięknej, acz mało znanej krainy, staraliśmy się zaszczepić w Was małą nutkę Ponidzia i chyba nam się udało.
Dziękujemy wszystkim za wspólną zabawę i zapraszamy na kolejne wyprawy!Kędzior
P.S. Dziękujemy za nadesłane fotki – szczególnie zaś Marcie Markowskiej i Piotrowi „Bocianowi” Włodarczykowi – jesteście wielcy :).




