-
Zlot "Walentynki off-road"
// 13 lutego 2009Zlot „Walentynkowy” organizowany przez Klub PTTK "Na cztery koła" miał być z założenia imprezą lajtową, adresowaną do całych rodzin lub planujących założenie rodziny ;), bez nadmiaru adrenaliny etc.. Trasę ułożono tak, by każdy uczestnik uzbrojony w samochód z napędem 4x4 poradził sobie bez większego kłopotu. Takie były założenia. Po raz kolejny Góry Świętokrzyskie pokazały , że w pełni zasługują na nazwę "góry" i spłatały figla. Od czwartku intensywne opady śniegu w połączeniu ze znacznym spadkiem temperatury doprowadziły do tego, że sam dojazd asfaltami do bazy rajdu - Hotelu „Ameliówka” - stał się nie lada wyzwaniem. Pierwsze załogi dotarły dopiero późnym piątkowym wieczorem, a kierowcy byli naprawdę zmęczeni podróżą. W pi..du wylądował też plan z wieczorem horrorów, który w praktyce stał się pokazem filmów z wypraw klubowych – tych bliższych i tych zupełnie dalekich. Większość odpuściła tzw "nocne Polaków rozmowy" przy piwku w barku i udała się dość szybko do łóżek. Wyjątkiem byli tu chłopcy z Tychy 4x4 Hard Core Team :D , którzy pomogli barmanowi zamknąć lokal nad ranem.
Sobota powitała nas sypiącym śniegiem i mrozem. Na hotelowym parkingu zrobiło się jednak tłoczno. 20 maszyn stanęło do odprawy. Były wypasione Patrole , dystyngowane Range Rovery , Jeepy , Landki ,Mercedesy G, Suzuki i śliczny Nissan Terrano. Kędzior przeprowadził odprawę nanosząc delikatne korekty do tras. Zmiany podyktowane były warunki pogodowymi - podjazdy i zjazdy ze stromych wzniesień stały się bowiem teraz autentycznie niebezpieczne. Tylko najlepiej przygotowane auta mogły zaryzykować takie odcinki. Oczywiście chętnych na ostrą jazdę nie brakło ale jak się dowiedzieliśmy później - nawet i ci najbardziej doświadczeni kierowcy rezygnowali w toku imprezy w obawie przed zniszczeniem samochodów i niebezpieczeństwem dla zdrowia. Samochody , które zsuwały się po śniegu i nie reagowały na żadne czynności kierowców stały się naturalnym obrazkiem tej imprezy. O dziwo jednak obyło się bez żadnych strat w sprzęcie. Wszyscy uczestnicy bardzo poważnie zastosowali się do zaleceń organizatorów i wykazali się prawdziwą odpowiedzialnością. Pobliska piaskownia stała się punktem ,do którego schodziły się wyznaczone trasy. Na uczestników czekało ognisko , kociołek myśliwski, ciepła herbatka etc.
Po zaspokojeniu głodu kierowcy mogli stanąć do walki na tzw. "czasówce". Krótki odcinek z czterema stromymi podjazdami okazał się być niezłym sprawdzianem umiejętności. Zdecydowanie najlepsze czasy wykręcili tu Paweł Burczyn w Patrolu , Zbyszek Pietruszka w Jeepie Cherokee. W grupie turystyk najlepszy był Artur Jurzyński vel Danonek i nasz nowy mechanik Andrzej Milewski - obaj za sterami swoich Dyskotek. Najbardziej zaś widowiskową jazdę zapewnił nam bez wątpienia Michał Wiewór w niepowtarzalnej Toyocie Hilux. Uczestnicy po szaleństwie w piachu udali się na szlak wiodący ich w stronę hotelu. W tym miejscu warto nadmienić , że na drodze przemierzających ośnieżone szlaki stanął niezidentyfikowany "tubylec" , któremu kolumna wolno przemierzających gminną , polną drogę pojazdów wybitnie się nie spodobała. Dał temu wyraz używając tzw. określeń niecenzuralnych. Jakiekolwiek pretensje tego człowieka były oczywiście absolutnie bezzasadne. Rozmowa z nim -jak się okazało była też niemożliwa – grochem o ścianę. W związku z czym załogi udały się w swoją drogę. Rozsierdzony chłop postanowił jednak ukarać kogokolwiek i podrzucił na drogę deskę z gwoździami. Na tę przeszkodę mógł trafić każdy - przede wszystkim jednak mieszkańcy okolicznych domów. Trafił jednak uczestnik naszego zlotu - na szczęście i na nie szczęście zarazem bowiem szkód ta zapora nie poczyniła w zasadzie żadnych bo ciężki Land Rover obuty w mocne kapcie zmiażdżył gwoździe - gdyby to padło na traktor , motocykl czy auto osobowe - z opon zostałyby strzępy a prowadzący pojazd wraz załogą zastukałby do bram Św. Piotra. Cała ta sytuacja jest obrazkiem rozumowania wielu świętokrzyskich chłopów o czym jako organizatorzy zawsze ostrzegamy. Późnym wieczorem do hotelu dotarły ostatnie załogi. O godzinie 20 - tej rozpoczęliśmy część integracyjno - walentynkowo- karnawałową przy suto zastawionych stołach. Przedtem jednak Kędzior podsumował ten dzień zlotu i wręczył puchary.
Nagrodzeni zostali : w klasie extreme : Paweł Burczyn i Zbyszek Pietruszka. W klasie turystycznej : Artur Jurzyński i Daniel Lenartowicz. Ten drugi poruszając się zupełnie fabrycznym Range Roverem P38 pokonał lwią część trasy nie czyniąc w autku jakichkolwiek strat, a warto dodać, że był to jego absolutny debiut w terenie. Puchar Fair Play otrzymał Tomek Staniucha za cierpliwość i pomoc żółtodziobom grzebiącym się w śnieżnych przeszkodach. Puchar Największego Pechowca - za przejazd po i wykrycie chłopskiej pułapki - Rafał Reczkin. Jak się potem okazało jedna z opon minimalnie ucierpiała i potrzebna była interwencja wulkanizatora.
Po wyróżnieniach i części oficjalnej (takie bla bla bla) przeszliśmy już do części typowo rozrywkowej. Do pucharów dołączono pokaźne szampany, były walentynkowe kwiaty i romantyczne pościelówy. Dość powiedzieć, że hulanki i tańce przeciągnęły się do wczesnych godzin porannych kiedy walczący na parkiecie stwierdzili zgodnie, że ze zmęczenia odpadają im kończyny :D.
W niedzielny poranek śniadanko , kawa i dyskusje na tematy wszelakie. Wreszcie około 11:00 wyruszyliśmy wszyscy razem na trasę widokową w kierunku Kielc - do naszej małej offroadwej oazy - niemal w centrum miasta :). Komu wciąż mało było błota , emocji i wysokich obrotów - miał tu swoje 5 minut. Po chwili zabawy już trzeba było sięgać po liny i wyciągarki. Było w czym auto wytaplać i poćwiczyć dosłownie wszystkie off-roadowe figury. Nie podjęto tylko tematu pokonania słynnego rowu z „wodą” - jakieś 60 m długości i do metra głębokości brei z mulistym dnem. Kra na nim okazała się zabójcza dla karoserii i chłodnic. Po zabawia na torze część załóg udała się już z toru bezpośrednio w drogę do domów - pozostali za Kędziorem do hotelu na obiad. Przy obiadku kilka słów podziękowań za wspaniała atmosferę i do domu J
A zatem... kolejna impreza za nami. Serdecznie Wam dziękujemy za przybycie i dobrą zabawę. Mamy nadzieję wkrótce znowu was widzieć na świętokrzyskich szlakach!Boguś Lajer
"Walentynki off-road" 2009 - galeria zdjęć




