Klub motorowy PTTK Kielce - www.naczterykola.pl

Informacja o braku obsługi Flasha.





  • Zlot "Andrzejkowy" 2008

    // 28 listopada 2008


    Zlot andrzejkowy już za nami.
    Liczba osób, które nas odwiedziły jest chyba najlepszą reklamą roboty jaką wykonuje nasz klub. Zlot andrzejkowy jest już tradycją w PTTK "Na cztery koła" i nie być na nim, to dla miłośnika offrołdu po prostu wielkie FOPA :)).
    Ale do rzeczy. Stawiło się 50 załóg z niemal całej Polski - listę zamknęliśmy z rozsądku. Silnie reprezentowany był Śląsk , Mazowsze, ale i nie brakło obywateli z małopolskiego. Uczestnicy startowali na najróżniejszym sprzęcie - od wypasionych Patroli przez Toyoty , Landki i Jeepy, a na wypasionych Uazach kończąc. Jedne maszynki były przygotowane do "ostrej walki" inne bardziej do turystycznego uprawiania offrołdu. Niewątpliwie wielkiego ducha i zacięcia sportowego nie brakło żadnej załodze.
    Impreza rozpoczęła się standartowo - odprawą. Kędzior słusznie zwrócił uwagę zebranym - po cóż robić odprawę w hotelowym tłoku skoro można ją poprowadzić pod gołym niebem na leśnej polanie? Nie traćmy ani minuty z szansy obcowania z przyrodą!
    Zatem wszyscy wyruszają ze Świętej Katarzyny i mkną do polowej bazy rajdu, po drodze podziwiając sobie "te nose pikne góry" skryte w śniegu i patrzące jakby rzec chciały :" i wy zamierzacie odkrywać nasze tajemnice na tej kupie żelaza? Nędzni śmiertelnicy!" Tymczasem jednak góry nic nie mówią, a my docieramy do bazy. A w bazie... O matko! Jaki rajd , jakie PKP-y skoro na miejscu stoją namioty, kuchnia i grill, a nad wszystkim czuwa główny specjalista żywieniowy klubu - Adaś. Zaczynam się łamać ... może by nie jechać? Gdzie by się tu skitrać w pobliżu i dorwać do michy zawczasu :))?? Zapewne nie tylko mnie dopadły wówczas tego rodzaju dylematy.
    Marcin wygłasza przemówienie dotyczące zasad imprezy , tras , BHP etc. Natychmiast rozwiane zostają wątpliwości niektórych startujących w przedmiocie "jak razem pojedziemy kolumną to się tylko korki na trasie zrobią". Otóż przeprowadzenie imprezy na tyle pojazdów okazuje się być doskonale przemyślane i opracowane.
    Baza stanowi centrum operacyjne. Poszczególne załogi grupują się w teamy. Każdy team dostaje mapę z zaznaczoną pętlą i rusza. Po wykonaniu zadania wraca do bazy i pobiera mapę następnego odcinka. Sprawa niby banalna ale widać od razu , że żadna kwestia logistyczna organizatorom nie umknęła. Załogi grupują się zatem w kilku-samochodowe ekipy i wyruszają. Wreszcie i na mnie pora. Ruszam w "timie" bodaj najbardziej skomplikowanym pod względem emocjonalnym, a także pod względem oczekiwań co do samej imprezy. Na pokładzie mam grupę patologiczną :)) której głównym zadaniem jest poszukiwanie towarzyskich plotek i wznoszenie toastów ;). Obok tego jest i Maciek Uazem, który zręcznie lawiruje pomiędzy extremem , lajtem a propozycjami ze strony patologów żeby się może na dłużej do nich przyłączył :)). Sławek w Defenderze jako człek powściągliwy nie ulega żadnej pokusie , Irek-Ireneusz wyraźnie się skłania do ostrej walki podobnie jak i Michał "Malarz", który zaszczepia wraz z Agnieszką dzieciakom ofrołd od lat najmłodszych. Jest też Mateusz ksywa "Nieodpuszczam" - Suzuką atakuje wszystkie przeszkody.
    Znaleźć tu złoty środek jest w zasadzie niemożliwe ale jednak jedziemy. Pierwszy odcinek upływa leniwie. Z większych wydarzeń - Biały się zgubił w lesie ale tak szybko jak się zgubił to się i odnalazł. Łapiemy wreszcie pieczątki. Mijamy się po drodze z Darkiem i Adą oraz chłopakami od "gryzli - niet strielali" czyli naszego klubowego timu quadowego w składzie Rafał Ojciec (a może Ojciec Rafał? :) i Kacper Syn. Pierwsze wymiany informacji - gdzie co i jak. Przez jakiś czas naszego Jeepa prowadzi Agnieszka. Niestety grupa patologiczna wciąga i ją niczym czarna dziura. Wreszcie stwierdza otwarcie. Radziu - mogę już nie prowadzić?? Temu zdaniu wtórują okrzyki zwycięstwa z tylnej kanapy gdzie jest tyle bab, że już sam nie wiem ile i czyje one są. Nic to. Jedziemy. Zaliczamy pętlę i wracamy na bazę. Obiadek. Ludzi - jak na jarmarku w Bodzentynie! Atmosfera "bojowa". Nikt nie odpuszcza. Są pierwsze straty w sprzęcie ale dopóki się koła kręcą to jedziemy...
    Jest chwilka, by zamienić kilka zdań z pozostałymi uczestnikami. Jest w pobliżu nasz nowy mechanik Andrzej - spokojna człeczyna co to zwykle z naszym nadwornym mechanikiem Zbyniem grzebie przy naszych pudłach. Otóż Andrzej zakupił LR Discovery i też wziął udział w rajdzie. I chyba nie będzie przekłamania, że połknął błotnego bakcyla, bo zupełnie "stockową" wersją szedł jak huragan po trasie. Zatrzymać mogły go jedynie koleiny po 37 calowych oponach Arka lub osobista małżonka, która również wzięła udział w imprezie i była wciąż uśmiechnięta co można poczytać za potwierdzenie , że się jej podobało.
    Robert Grabowski tym razem ujeżdżał Terrano II zadając kłam powszechnym opiniom, że się ten model "japończyka" do offroadu nie nadaje. Tak trzymać!
    Dostajemy kolejną trasę. Ruszamy. Tym razem trasa ta jest sklasyfikowana jako tzw. turystyczny extrem :)) Jest to nowość w ofrołdzie ale kto powiedział, że w tej materii wszystko już odkryto i powiedziano?
    Po 100 metrach w ruch idą wyciągarki. Nasze tempo zdecydowanie spada. Wreszcie stajemy zupełnie. Przebycie kolejnego metra oznacza mozolną pracę z windą. Nasza grupa dzieli się. Irek przygarnia do siebie "babiniec". Podróż - jeśli w ogóle można to tak nazwać kontynuujemy w składzie Dyskoteka Michała , mój Jeep no i Defender "Ruda-Team-Kraków" :)
    Biały wsiada do mnie i od tej pory jedziemy już regularnie jako załoga. Zapada zmrok. Wyciągarki nie stygną przesuwamy się w żółwim tempie. Po dwóch godzinach boju zaliczamy ten odcinek. Powrót do bazy. Załogi wracają z trasy. Zmęczeni , brudni , przemarznięci ale gęby roześmiane!
    Tymczasem z odcinka nadaje Irek, który się od nas odłączył - dostajemy niusa, że nadal kilka pojazdów walczy na trasie pomimo egipskich ciemności i wspólnymi siłami próbują się wydostać z bagna. Okazuje się więc , że jest więcej amatorów traski "turystyczny extrem". Kolejne 5 samochodów pada w walce z koleinami i breją. Decydują się na odwrót. Wyciągarki aż dymią z przepracowania. Wjechać było łatwo - wydostać się - znacznie trudniej. Tym bardziej, że na tamtym odcinku praktycznie nie ma miejsca na manewrowanie. Odwrócenie jednego auta odbywa się wyłącznie przy użyciu windy i trwa niemal pół godziny.
    Dzwonimy , pytamy - pomóc wam? NIE!!! Odpowiedź jest zdecydowana i naładowana pozytywną energią - damy radę sami!
    I faktycznie dają radę. To byli ludkowie z Mazowsza. Oni zawsze dają radę:).
    Czas leci. Kolejne ekipy odmeldowują się u Bydlaka i Kędziora i udają do hotelu. Wreszcie i my zwijamy bazę. Na trasie nie ma już nikogo. Można wracać.
    Koniec pierwszej części - czas na zabawę andrzejkową. Jest sala biesiadna , suto zastawione stoły. Wcinamy wszyscy bez wyjątku - nawet dzieciaki co to im zwykle wmuszać trzeba pałaszują kolację, aż się uszy trzęsą. Przy posiłku można oglądać, na ogromnym ekranie , film z tegorocznej wyprawy członków naszego klubu na Ukrainę. Tu wielkie podziękowania dla autorów tak, samego materiału jak i rewelacyjnego montażu i muzy - Olka i Krzyśka. Padają co chwila toasty i brawa. Pierwszy za Wielkiego Nieobecnego - Mirka "Batmana" Trawińskiego - aby jak najszybciej wrócił do zdrowia i więcej się nie wygłupiał. Na tzw. "sprawy sercowe" to podlotki zapadają w podstawówce ;)
    Tuż obok jest sala dyskotekowa z DJ. który gra nam ślicznie do tańca. Parkiet niemal non stop pełen. Nasze kobietki w tańcu... po prostu palce lizać. Cud miód malina. Cały dzień się z nami chłopami taplały w błocie a wieczorem są boginiami - wzroku się nie da oderwać. Swoją drogą jak one to robią?? Mało tego - wybaczają nam wszystko - i to ze umęczone nogi nie chcą współpracować , i to że niejeden już poswawolił z gorzałeczką i zamiast kocich ruchów i gracji preferuje styl "nieco się uwieszę" :). W tym miejscu trzeba to głośno powiedzieć : miłe Panie jesteście wspaniałe - może tego tak na co dzień nie widać ale naprawdę wielki szacun za to, że nas tolerujecie i dzielicie z nami te błotne pasje. No ale wróćmy do atrakcji wieczoru - są Andrzejki. Jak Andrzejki to wróżby. Jak wróżby to jest i wróżka. A jaka do niej kolejka! Jak za mięsem w stanie wojennym. Mimo to nikt nie odpuszcza. Każdy chce się dowiedzieć co tam go wkrótce czeka. Tymczasem dzieciaczki stwierdziły - "nie prawdziwa ta wróżka, bo nie ma skrzydeł" :)
    Zabawa trwa do wczesnych godzin porannych. Bal pełną gębą! Kto nie był - niechaj żałuje bo wiele stracił.
    O 9:00 na śniadaniu tłumy! Czy to są ludzie, którzy wczoraj cały dzień jeździli a potem skakali do rana na dyskotece? Niezniszczalni po prostu. Kędzior przeprowadza odprawę. Obowiązkowy alkomat i sio na trasę. O 10 godzinie większość uczestników jest już w drodze . Większość, bo niestety część osób doznała awarii sprzętu na tyle poważnej, że w imprezie uczestniczą już tylko jako obserwatorzy. Wymienić tu należy Darka "Grabarza" Kudłę, któremu padł przedni most w Dyskotece , Damiana Maruszczaka, który generalnie zdemolował Pajeraka w taki sposób, że łatwiej byłoby wymieniać te elementy, które pozostały sprawne :). Robert "Hebel" wynalazł i opatentował tajny sposób na zamykanie maski od Patrola siekierką tuż po bliskim spotkaniu z LR Sylwka "Jodlarza".
    Tymczasem pozostali walczą uparcie o pieczątki. Zaliczamy kolejny odcinek turystyczny extrem. Część osób decyduje się na przerwanie rajdu i łagodne przejście w tzw offroadową turystykę. Marcin szybko wskazuje na mapie miejsca ,do których po prostu trzeba się udać będąc w górach świętokrzyskich.
    Wreszcie około 15:00 niedobitki ściągają z trasy do hotelu na obiad. O 16:00 zgodnie z programem Kędzior z Bydlakiem dokonują oficjalnego zakończenia imprezy. Są puchary , wyróżnienia i serdeczności wszelakie.
    Załogi powoli rozjeżdżają się do domów.
    Podsumowując powiem - była to doskonała impreza w każdym calu. Trasy bardzo trudne - nawet w grupie turystycznej trzeba było nie raz powiedzieć PAS. Logistyka przedsięwzięcia - wzorowa. Najważniejsze jednak jest to, że na rajd zjechaliście się Wy drodzy uczestnicy - ludzie umiejący się doskonale bawić tak w terenie jak i na parkiecie a przy tym czynić to z głową i z rozsądkiem. Przy takiej ilości startujących nie doszło do żadnego incydentu, który mógłby zakłócić zabawę.
    Osobiście dziękuję Wam wszystkim serdecznie za wspólną zabawę i wrażenia!
    Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz na szlaku pod patronatem świętokrzyskiego klubu PTTK spod znaku Baby Jagi.

    Boguś Lajer :)

     

    PS. Kilka słów ode mnie... Mamy za sobą wyjątkowy zlot. Kapitalne trasy i wspaniała impreza wieczorna na długo pozostaną w pamięci. Nie powtarzając się przytoczę przy okazji wyniki rywalizacji :
    Mistrzowie Klasy Extreme to : Paweł Dusza i Piotr Czosnyka ex-equo
    V-ce Mistrzowie klasy Extreme to: Radek Karpiński i Ada z Darkiem Szycowie ex-equo
    Mistrzowie Klasy Turystycznej to Robert Grabowski i Andrzej Milewski ex-equo
    V-ce Mistrzowie Klasy Turystycznej to Adam Pakulski i Damian Maruszczak ex-equo
    Ten "ostatni" zdobył również tytuł Największego Pechowca Zlotu - zdemolował auto z gestem ;)
    Szczególnie ważną nagrodę i tytuł Fair Play zdobyli Rafał i Kacper Lasota, którzy na swoich Grizzly'ch odpuścili rywalizację na poczet pomocy zagubionym załogom. Gratuluję! Tak trzymać. Przecież nie chodzi tylko o to żeby jeździć i zdobywać niezdobyte, ale umieć cieszyć się naszymi Górami, wspólnym towarzystwem i dobrą zabawą.
    Podsumowując - kolejny raz w miłej atmosferze, w zorganizowany i legalny sposób zmaltretowaliśmy swoje maszynki i ciała, ładując energię na dni mniej atrakcyjne, które wypełniają nasze życie. Dziękuję wszystkim za wspaniałą atmosferę, dyscyplinę i do zobaczenia na kolejnych zlotach!

    Kędzior