-
YAMAHA CUP 2008 IV Przeprawowy Puchar Polski
// 21 listopada 2008Góry świętokrzyskie... a jakie to tam góry. Wzniesienia chyba. Tak zwykle nasz region oceniają miłośnicy Tatr i innych wysoko położonych rejonów. A tu się okazało, że i Świętokrzyskie Góry są nieprzewidywalne i zmienne być potrafią jak kobieta. Przekonali się o tym na własnej skórze uczestnicy imprezy pt: IV Przeprawowy Puchar Polski Yamaha Cup 2008 Rajd ten odbywał się właśnie na naszym terenie. Klub PTTK "Na cztery koła" wziął na siebie logistykę tej imprezy.Dwa tygodnie pracy w terenie przy wyznaczaniu tras - obowiązywała zasada - im gorzej tym lepiej :). Zajawka z przygotowań tras? A proszę bardzo. Nocna walka Bydlaka i Bogusia Lajera z utopionym na mokradłach quadem - proste? Hmm - a budowaliście kiedyś w środku puszczy na bagnach pomost z bali w całkowitych ciemnościach? Nie? To pogadamy jak zbudujecie :)) Zmęczenie , kilometry zrobione pieszo i quadem , zimno i bez przerwy niemal zacinający deszcz. Ale robota wykonana. W piątek na skraju lasu koło Suchedniowa wyrosła baza rajdu. Ogrzewane namioty , parking dla obsługi i gości. Pogoda? Słoneczko , ani kropli deszczu! Marzenie po prostu. Pierwsze załogi, które docierają popołudniem do Suchedniowa są we wspaniałych nastrojach. To się niebawem zmieni. Ale nie uprzedzajmy faktów. Odprawa , plombowanie maszyn. Wszystko pod czujnym okiem telewizji O-TV. :)) I nagle - kiedy już pierwsze załogi mają wyruszyć na nocny odcinek specjalny - zaczęło się. Śnieżek. Najpierw delikatnie jakby od niechcenia. Po chwili bardziej zdecydowanie. Po pół godzinie widoczność spada do kilku metrów ledwie. Sypie przeokrutnie. Quadowcy patrzą na to z niedowierzaniem. My na to : Panowie - jesteście w górach! Część załóg na takie dictum rezygnuje z odcinka nocnego – liczą, że rankiem będzie lepiej. Naiwniacy :)) Twardziele ruszają. Wypuszczamy tylko tych którzy mają GPSy. Bez nawigacji w nocy przy takich opadach jazda jest praktycznie niemożliwa. Ci którzy nie mają elektroniki szturmują zatem pozycję Adasia - naszego kuchmistrza. Kawa , herbata , kiełbaski , żurek , grochóweczka. W zasadzie po cholerę się męczyć po nocy w bagnie skoro można i tu zażyć niezłego ofrołdu :)) W końcu niecodziennie spędza się nockę w ogrzewanym namiocie wcinając żur nad żury :)) Około północy zabieram grupkę żądnych wrażeń quadowców kibiców na hardcorową wyprawę nocną - bez kompasu , nawigacji. Ot gnamy przed siebie. Po kilkuset metrach droga dosłownie sie za nami zamyka. Padający śnieg zagłusza jakiekolwiek odgłosy. Jadąc na czele kolumny nie widze nawet dobrze świateł ostatniej maszyny. W pewnym momencie stwierdzam - nie jedziemy dalej. Grozi nam to zagubieniem się. I łatwo nas nikt nie znajdzie. Decyduję się na powrót. Tymczasem nasze ślady znikają w tempie zastraszającym. Po chwili mamy dylemat żeby ustalić którą drogą przyjechaliśmy. Ale to nas tylko jeszcze podkręca. Kolejne skrzyżowania wyglądają po prostu identycznie. Wreszcie po niemal półgodzinnych poszukiwaniach wypadamy na właściwą drogę. W oddali migota wśród drzew światełko bazy! Jesteśmy uratowani. W samą porę. Przemoczeni i zmarznięci. A w okolicy wataha 30 wilków.... Tymczasem czas leci a temperatura spada. Około 4 rano jest minus 5 stopni. Obsługa rajdu czyli MY dzielnie tkwi na posterunku. O 6 rano z pierwszego odcinka trasy wracają ostatnie załogi. Ci ludzie to sól naszej ziemi. Są biali. Mróz ściął ich mokre ubrania. Będący na miejscu ratownicy medyczni sprawdzają czy zawodnicy nie mają aby hipotermii lub odmrożeń. Szczęśliwie nie ma podstaw do interwencji. Najtwardsi z twardych ogrzewają sie przy ognisku i nagrzewnicach , przebierają się w suche ciuchy ,dokonują szybkich napraw w maszynach i znów wyruszają w poszukiwaniu pieczątek. Bijemy im czołem do ziemi. Naprawdę zrobili na nas niesamowite wrażenie! Około 10 w bazie zjawiają się ci zawodnicy, którzy wierzyli, że śnieg nocą stopnieje. Przeżywają rozczarowanie. Śnieg wciąż sypie a do tego jest spory mróz. Mimo to ruszają. Pojawiają się tez mieszkańcy Suchedniowa. Podpytują , kibicują , z zainteresowaniem oglądają profesjonalnie przygotowane maszyny. Około godziny 15 większość załóg powraca z trasy, Niektórzy mają niemal wszystkie pieczątki , inni rezygnują z walki. Ale wszyscy razem stwierdzają : "Panowie z PTTK-u jeszcze nie bylismy na tak zorganizowanej imprezie jak ta tutaj u was. Wielki szacun dla Was". A mówią to ludzie, którzy jeździli na rajdach w Tunezji , w Libii czy na Ukrainie. Puchniemy z dumy. Nasz trud został doceniony. O 18:00 zwijamy sprawnie i szybko obóz. Po chwili nic już nie wskazuje, że w tym miejscu przed chwilą była baza na 50 maszyn i ponad setkę ludzi. Rajd kończy się. Rozpoczyna się natomiast część integracyjna w hotelu w Łącznej. Rozdanie nagród , wyróżnienia i bankiet.
Podsumowanie z naszej strony? Hmmm ... po tym co zrobiliśmy uważam, że jesteśmy w stanie obsługiwać logistycznie każdą imprezę w każdych warunkach w dowolnym miejscu na ziemi.
Boguś Lajer :)
PS. Kilka słów ode mnie... Napiętnowane w społeczeństwie środowisko pozytywnie nastrojonych quadowców (nie mylić z debilami latającymi po leśnych szlakach na pierdzącej chińszczyźnie) szuka ostatkiem sił miejsc gdzie może legalnie pojeździć sobie bez presji, że zaraz zostanie zlinczowane przez okoliczny lud i władze. Nasze quadowe Andrzejki, które urosły niespodziewanie do rangi Pucharu Polski są przykładem, że można zgodnie z prawem i bez szkody dla nikogo zorganizować dużą imprezę dla przeprawowych pojazdów ATV. Oczywiście nie bez przeszkód - pisano na nas donosy, dzwoniono do najwyższych władz i w ogóle rzucano nam kłody pod nogi, żebyśmy wymiękli na etapie uzgodnień. Nie zdradzając tajemnicy szefa kuchni uporaliśmy się ze wszystkimi przeciwnościami losu. Korzystając z prywatnych gruntów i znając świetnie strukturę własnościową otaczających nas gór przygotowaliśmy trasy, które zostały ocenione 10 punktami w 10 stopniowej skali oczekiwań elity tego sportu w naszym kraju. Nikt nie przejechał całej przygotowanej przez nas trasy mimo, że najtwardsze załogi jechały z małymi przerwami przez 18 godzin non-stop. Dobrze zorganizowane zaplecze logistyczne, doświadczeni sędziowie i kapitalni uczestnicy - to elementy, które złożyły się na sukces imprezy i uznanie dla naszego Klubu.
Moje spostrzeżenia, które wielu powinny otworzyć oczy na poziom imprezy i ich uczestników: primo - żadna z 70 pieczątek nie została zerwana podczas prób mimo, że niektórym brakło 10 cm do zdobycia wielu stempli ; secundo - omyłkowo zapisana koordynata GPS jednej z pieczątek wskazywała na środek młodnika. Każda z załóg mogła ją zdobyć bez trudu ale nikt nie zdecydował się mimo utraty punktów na zniszczenie drzewek. Ocalono tym samym młody las i dobre imię uczestników naszych imprez. Wielkie brawa i szacunek. Pesymistom podpowiadamy - nie wszystko stracone. Jeszcze pojeździmy sobie po naszych bagiennych górach :)Kędzior
P.S. Linki do relacji i galerii foto:
Yamaha,Cup,2008,udany,powrot,7868.html
http://www.atvpolska.pl/index.php?s=artykuly&type=details&id=489




