-
Jesienne Sprzątanie Gór Świętokrzyskich 2008
// 10 października 2008Znacie jakiegoś faceta , który "sam z siebie" lubi sprzątać? Na bank nie znacie. Normalny facet zasadniczo nie sprząta ochoczo i wyznaje zasadę "przewróciło się niech leży" :).
No to tym bardziej dziwne, że na zlot "Jesienne Sprzątanie Gór Świętokrzyskich" stawiło się ca. 25 załóg z czego gro stanowili właśnie mężczyźni!
Parking hotelu Exploris w Borkowie. Godzina 9:00. Zaczyna się robić ciasno. Terenówy wszelkiej maści - poczciwe UAZy , zwinne Samurajki , wypasione Dyskoteki , spartańskie Defendery , futurystyczne Toyoty FJ , Jeepy. Powitania , uściski , śmichy chichy. Szybko ogarniamy zagadnienia administracyjne- benzyna buzuje nam we krwi - chcemy jak najprędzej wyruszyć. Na parking wjeżdżają leśnicy z nadleśnictw Łagów i Daleszyce.
Jest też TVP Kielce. Cholerka - nigdy nie było u nas chyba tak oficjalnie. Kędzior wygłasza przemówienie , wyznacza drużyny, omawia trasy i sektory w których mamy sprzątać. W czasie imprezy będą nam towarzyszyć panowie ze straży leśnej. Już oni wiedzą gdzie nas rzucić co by się przy tym sprzątaniu i w błocie utaplać! No i dobra - poszły słonie po betonie! Ruszamy!
Wkrótce na radyjkach słychać pierwsze "nawijki" - tu ciężko - tam łatwo. Ten się już zakopał, tamten nie ma liny. Słowem szalala zabawa trwa :)
Rzecz jasna jazda jazdą ale robota tez wartko idzie. Ludziska zbierają wprost tony wszelakiego śmiecia. Czego to ludzkość nie zrobi by podciąć gałąź na której siedzi. Do lasu wyrzuca się zgodnie z ludową tradycją wszystko - pampersy, opony, meble, części pojazdów i wszystko inne co już się nie przyda w zagrodzie.
Widać cały ten ekologiczny gwar medialny nasi obywatele mają serdecznie tam, gdzie słońce nie zagląda. Z roku na rok zbieramy coraz więcej odpadków. Chyba każdy z nas miał podobną refleksję - dokąd to wszystko zmierza? Kiedy wreszcie przeciętny Kowalski zrozumie, że las to nie wysypisko śmieci?? My jako klub - choć zdajemy sobie sprawę, że to co robimy to syzyfowa praca - nie rzucamy ręcznika. Będziemy tu tak długo jak będą śmieciarze i wandale, a nawet jeden dzień dłużej. I będziemy reagować.
Tymczasem zaś impreza trwa. Załogi które skończyły wcześniej pracę - mają więcej czasu potaplać się w błocie. A zaprawdę powiadam wam jest gdzie :) Odcinek pod Mędrowem gdzie zjechało się większość załóg dał popalić nawet twardzielom. Belno w nowym wydaniu (po przeróbkach toru) też pokazało pazurki! Liny i wyciągary poszły w ruch. Wreszcie zmęczenie i zmrok przekonały uczestników, że czas udać się na... spoczynek? Nie no... żartowałem. Jaki spoczynek !! Na scyzorykową biesiadę rajdową! Kedzior szybko zreorganizował salę barku w hotelu na salę biesiadną. Połączone stoły, żarełko z grilla, piwko i takie tam. Klimat jak u cioci na imieninach - taki rodzinny :) . Przez kilka godzin trwały pogaduchy o minionym dniu , dzielenie się wrażeniami , opowieści i różnych imprez - mrożące krew w żyłach i te wywołujące salwy śmiechu.
Z uwagi na fakt że dwa dni wcześniej obchodziłem rocznicę swej bytności na łez padole (ja utrzymuję, że była to druga 16-ta rocznica) ze wzruszeniem odsłuchałem kilku pieśni zaangażowanych na moją cześć no i życzeń - bardzo Wam wszystkim serdecznie dziękuję kochani!) Wreszcie - nadszedł tez czas i na tańce. Pozwoliłem sobie wziąć tę część balu na siebie serwując muzyczkę na życzenie. Chyba nie skłamię, że było wszystko czego dusza zapragnie? Leszek miał "Czterech pancernych" , Biały miał "Dżem" , dziewczyny - taneczne przygrywki. Tańce trwały do 3 w nocy! Wreszcie zmęczenie wygrało - czas spać!!
Drugi dzień. Śniadanko. Już o 10:00 wszyscy na parkingu. Zgodnie orzekamy - chcemy rzeźni. Miron z szelmowskim uśmiechem szturcha Kędziora - chcą rzeźni - mam pomysła! No to jazda. Niebawem wpadamy w środek bajora. Samochody zasysają się po drzwi i błotniki z głośnym mlaśnięciem. Liny , wyciągarki , pot i wtopa za wtopą ! Walka trwa około dwóch godzin.
Ruszamy dalej. Wspaniała widokowa trasa z odcinkami specjalnymi :). Są brody do zrobienia - frajda niesamowita. Pogoda po prostu jak w pełni lata. Nad rzeką robimy niemal piknik - część zapamiętale jeździ w tę i z powortem, częśc rozkłada się wygodnie na trawce, Kędzior płucze Defa po tym jak mu na pace wybuchł termos z toną żurku świętokrzyskiego. Jest bosko. I tak pomału bez ciśnienia - choć z emocjami :) - zmierzamy do Tokarni na obchody "Hubertusa Świętokrzyskiego". A tam już jest nasz ukochany bóg kuchni - Adaś. Z gulaszem. Pałaszujemy obiad, aż się uszy trzęsą. Jest 16:00. Kędzior oficjalnie kończy imprezę. Rozchodzimy się ...ale jakoś tak powoli i niechętnie. Naprawdę było czadowo. Kolejna impreza za nami. Ale jest co wspominać :)!!Boguś Lajer :)
PS. Kilka słów ode mnie... Sprzątamy, bo wstydzimy się syfu jaki ludzie zostawiają w lesie, przy drogach na parkingach i nad wodą. Może to ostre słowa ale taka jest rzeczywistość. Turystyka po zaśmieconych szlakach to coś jak jedzenie na brudnym stole chociażby w najlepszym towarzystwie i z wykwintnym menu - nijak nie smakuje. Pracownicy Lasów Państwowych są osamotnieni w walce z tym zjawiskiem i czasami mam wrażenie, że ręce im opadają z bezsilności. Nam też czasami robi się słabo jak chcąc zatrzymać się na popas szukamy miejsca, które nie przypomina śmietnika. Odpuszczamy walkę ze sprawcami, bo to absurd i nie mamy czasu na podobne kabarety. Próbowaliśmy kierować sprawy w ręce wymiaru sprawiedliwości - na sali sądowej zobaczyliśmy jak wygląda skuteczność polskiego prawa. Nijak. Wolimy sprzątać. Nieźle nam to idzie.
Dziękujemy władzom i pracownikom Nadleśnictwa Łagów, Daleszyce i Kielce za wsparcie i patronat nad akcją. Dziękujemy wszystkim, którzy z nami sprzątali. Jesteście wielcy.Kędzior




