-
Zlot "Wrześniowy Rock'n'roll!"
// 12 września 2008Zanim skrobnę dwa słowa o rajdzie "Wrześniowy rock'n'roll" chciałbym się z Wami podzielić pewną "wrześniową" refleksją.
Otóż zastanawiając się nad tym, czym są właściwie nasze zloty doszedłem do następujących wniosków.
Są dwa generalnie powody dla których ludzie spod znaku "Baby Jagi" się spotykają. Pierwszy jest banalny - off road - piękne krajobrazy, turystyka, błoto, szczypta rywalizacji, adrenalinka. Drugi powód moi drodzy - to już kwestia bardziej skomplikowana, bo sięgająca do emocji, uczuć i takich tam bajerów siedzących głęboko w naszych umysłach - a mianowicie sympatia. To wielkie słowo klucz i w naszym klubie ma ono niebagatelne znaczenie. Przyjeżdżam na rajd, bo chce znowu spędzić czas wśród dobrych znajomych - odjazdowych ludzi - w zgranej paczce zawodników , którzy na te dwa dni w miesiącu zostawiają hen daleko wszelkie sprawy i problemy. Z dorosłych i na co dzień niezwykle odpowiedzialnych ludzi - wszyscy stajemy się na te krótkie chwile rozwydrzonymi dzieciakami , które szalejąc do bólu - ładują baterie na funkcjonowanie w szarej codzienności. Pytanie, który z powodów jest istotniejszy? Co jest dla Was ważniejsze? Spróbujcie odpowiedzieć sobie na to pytanie sami. Ja osobiście powiem , że szczerze się ucieszyłem widząc Was wszystkich po wakacyjnej przerwie - zdrowych i uśmiechniętych, skorych do zabawy tak na szlaku i w błocie jak i przy stole biesiadnym!
Tyle refleksji - wcielę się teraz w bezstronnego kronikarza i przypomnę jak było....
W piątek do ośrodka w Ptaszyńcu nadciągnęły pierwsze załogi. Tu ogromne ukłony i wielki szacunek dla załogi białego Patrola o nr rej. CIN - CIN :)) czyli naszych przemiłych gości aż z Inowrocławia.
Klimaty typu poznajmy się .... zamieniły się za sprawą rudej wody w igrce, których chyba już nikt nie mógł ogarnąć. Podsumuję zatem - poszliśmy szeroko! Z najważniejszych wydarzeń wspomnę że owczarek niemiecki, który się do nas przywałęsał za moim usilnym staraniem zaczął nie tylko szczekać ale i w końcu mówić po niemiecku (podobno Bydlakowi rano się kłaniał mówiąc guten morgen - ponoć też Bydlak się odkłonił). Jak to zwykle w naszych górach - poranek był nadzwyczaj rześki i u nikogo nie stwierdzono zaburzeń z tzw. "syndromu dnia poprzedniego". Już po siódmej rano pomiędzy domkami zrobił się ruch i szum - ludzie biegali wkoło maszyn szykując się do drogi. W międzyczasie nadciągały kolejne załogi. Stawił się licznie Team Śląsk - Artur wreszcie się przemógł i postanowił pokazać swoim córkom gdzie jest jak go w domu nie ma :) - choć jak sam podkreślał " impreza ma charakter tylko dla dorosłych" (ech te ojcowskie wymówki:).
Zabrał całą familię na noc do domu. Szelma! Dziewczyny - na następny rajd wyrzucacie "starego" zza kółka i pokażcie mu co potrafi Nissan Patrol w połączeniu z adrenaliną we krwi młodej "kierowniczki"! a i na balety zostańcie , bo warto :)
Około 9:30 Bydlak przeprowadził odprawę załóg - wszyscy pobrali mapy , roadbooki i wyruszyli na zupełnie lajtową turystyczną trasę po Ponidziu. Tym razem chodziło o to, by po kilku miesiącach przerwy każdy kierowca i pilot przypomniał sobie jak się pracuje z mapą , jak czytać te zapisy w roadbooku, bo prawdę mówiąc wielu ludzi ma z tym niemałe problemy. Przyzwyczajeni do luksusów w postaci drogowskazów , gps-ów zapominamy, że podstawa nawigacji to kompas i dobra mapa.
W czasie gdy załogi przemierzały leśne dukty - organizatorzy czym prędzej pognali na rozległe bagna i torfowiska, gdzie miały odbyć się eliminacje nr.1 do Pucharu Baby Jagi. PKP-y rozstawiono zmyślnie tak, że ich zdobycie bez współpracy załóg było generalnie niemożliwe. Rywalizacja rywalizacją ale najważniejszy jest duch koleżeństwa! Nim pierwsze załogi nadjechały z trasy - robiąc małe testy stopnia twardości podłoża zdążyliśmy w kilka minut zagrzebać dwukrotnie Suzukę Mateusza oraz Jackowego Cheeroka . Na szczęscie w odwodzie stał Defender kapitana żeglugi śródlądowej - Sławka, który ratował z opresji.
Kiedy załogi dotarły na plac boju zaczęła się rzeźnia. Zdzicha Niema atakował(a) agresywnie Patrolem kolejne PKP-y wzbudzając powszechny szacun i podkręcając emocje. Jacek uparł się że fabrycznym Jeepem Cherokee zdobędzie PKP nr 5 czyli miejsce do którego łatwiej byłoby dopłynąć łodzią niż w ogóle dojechać. Atakował punkt trzykrotnie - niestety bez powodzenia ale tak zaciętej walki już dawno nie widzieliśmy. Bardzo się nam także spodobała współpraca pomiędzy Robertem (Pajero Team Śląsk) , Piotrem (biały Patrol CIN CIN :) oraz Zdzichem. Wspólnymi siłami zmyślnie używając wyciągarek obskoczyli wszystkie PKP-y.
Kolejną atrakcją była tzw "czasówka" - na zboczu wzniesienia urządziliśmy niewielki odcinek pełen zakrętów, zjazdów i podjazdów.
Wszyscy ochoczo stanęli do tej konkurencji. Okazało się, że osiągnięcie czasu poniżej 1 minuty było nie lada wyzwaniem. Już na początku Jacek ustalił na Jeepie granicę 58 sekund której przez dobrą godzinę nikt nie mógł przeskoczyć. W ostatnim podejeściu Zdzichu na Patrolu pobił ten wynik o "milisekundy" osiągając 57,52 i to on ostatecznie zwyciężył w tej konkurencji.
Z uwagi na fakt, że pogoda nas nie rozpieszczała - było okrutnie wietrznie - pognaliśmy czym prędzej do ośrodka na obiad. Schabowy , kompocik , ogrzewana sala...
Rzecz jasna większość z nas to ciepełko niezwykle rozleniwiło. Powieki zaczęły ciążyć... w związku z tym Kędzior ogłosił parę minut siesty.
Kilka osób skwapliwie to wykorzystało - przycinając tzw komara. Około 16 zatrąbiono wsiadanego i Kędzior z Bydlakiem poprowadzili uczestników na historyczną trasę której główną atrakcją było pokonywanie brodów na Nidzie w okolicach Sobkowa i Mokrska. Poziom wody był sprzyjający i nie odnotowano zatopień totalnych chociaż niejednej załodze nalało się to tu, to tam :)
Część załóg została w ośrodku prowadząc ożywioną - typową dla środowiska offrołdowego - dyskusję na temat oszpejowania samochodów , zasadności instalacji gazowej w terenówkach , wspominając wspólnie przeżyte imprezy oraz tocząc odwieczną dysputę, której i tak nikt nigdy nie zamknie konkretnymi wnioskami : co jest lepsze Jeep czy Land Rover skoro i tak wiadomo, że najlepszy jest Maćkowy UAZ :)))
Grubo po zapadnięciu zmroku na teren ośrodka powrócili wycieczkowicze.
Poloneza czas zacząć! czyli - standartowa , zawsze niecierpliwie oczekiwana, słynna w całym kraju - integracyjna , sobotnia impreza u "Baby Jagi"!
Sala kominkowa , wielki stół uginający się pod ciężarem mięsiwa wszelakiego , napoje lekkie i ciężkie , piwko prosto z beczki i muzyka. Miał być rock'n roll i był - największe przeboje lat 70 , 80 i 90 tych. Hitem hitów okazała się muza country. W narożniku sali utworzyła się kapela w składzie: Maciek - bandżo , Mateusz - hamornijka i gitara , Bydlak - skrzypce i klawisze :) , Lajer - skrzypce z lipowego drzewa , Sławek gitara - wszyscy razem : śpiew.
Kapela cięła siarczyście najlepsze standarty muzyki "kantry", a ludkowie wywijali na parkiecie, aż miło. Dla odsapnięcia od rockowego brzmienia - ale także, by naszej tradycji stało się zadość - Kędzior na wolnym powietrzu zebrał miłośników gór świętokrzyskich przy dźwiękach Liroya. Godzina skakania w rytm rapu w temperaturze 7 stopni ożywiła wszystkich. Impreza trwała do baardzo późnych godzin nocnych lub może inaczej - do wczesnych porannych.
I znowu fenomen. Już od siódmej rano w parku maszyn zapanował gwar. Nasi uczestnicy zregenerowali się dosłownie błyskawicznie! Śniadanko , pogaduchy , śmichy - chichy trwały do niemal 10 godziny.
Wreszcie Kędzior zebrał wszystkie załogi i odbyło się rozdanie pucharów. Nagrodę w eliminacji do Pucharu Baby Jagi otrzymała Zdzicha Niema - Nissan Patrol GR :). Nagrodę fair play - Darek i Ada Szycowie na Daihatsu Rocky zaś nagrodę twardziela i nieugiętego wojownika w klasie turystycznej - Jacek Kubik i jego Jeep Cherokee. Serdecznie gratulujemy. Należy wspomnieć też ze wszystkie PKPy zdobyły załogi: LR Discovery Darka "Grabarza" Kudły, Patrol Piotrka Starobrata (CIN-CIN) i Mitsubishi Roberta Pacha. Niezwykła walecznościa wykazali się Państwo Szycowie i Michał Wiewiór ale on to temat na odrębne wypracowanie :)
Ostatnim etapem imprezy była niedzielna, widokowa trasa do starej kopalni "Miedzianka". Zwiedzaniem podziemnych korytarzy zakończyliśmy kolejny zlot klubu PTTK "Na cztery koła".Boguś Lajer :)
PS. Kilka słów ode mnie... Chętnym poważniejszej exploracji kopalni w Miedziance podpowiadamy - będziemy zimą organizować zejście w główny szyb, a także przewidujemy nurkowanie w szyby boczne. Przygotowania planujemy na luty 2009 - exploracje na połowę marca. Mamy nadzieję, że tym razem nie zabłądzicie w jej korytarzach :)
Dziękujemy bardzo Panu Władysławowi Kołkiewiczowi ,właścicielowi terenów przeznaczonych pod kopalnie piasku na których możemy bez uszczerbku dla przyrody poszaleć swoimi samochodami. Dziękujemy również Pani Marii Wyszkowskiej z "Ptaszyńca" za wyrozumiałość przy tłumaczeniach dlaczego nie zjemy tyle ile zamówiliśmy. Cieszy nas to, że mamy po swojej stronie coraz szerszą rzeszę sympatyków, a wrogów nam ubywa. Do rychłego zobaczenia!Kędzior




