-
Zlot "Dzień Dziecka Off-Road!"
// 31 maja 2008"To był mój najlepszy Dzień Dziecka!" tak wołały dzieciaki z Domu Dziecka przy ul. Toporowskiego w Kielcach. Wtórowały im równie zadowolone dzieciaki klubowiczów.
Wesołe okrzyki szkrabów, to kapitalne doznanie - ot sprawiliśmy maluchom frajdę - mamy spełniony kolejny dobry uczynek. Ale kiedy "to był najfajniejszy dzień dziecka" krzyczą dorośli, to już jest conajmniej zastanawiające :) A tak było na ostatnim naszym zlocie.
Zaczęło się jak zwykle - czyli niewinnie. Ot zjechali się klubowicze w miejsce zbiórki maszynkami - nastąpiły powitania , "misie" , całowania etc. Sam sobie przyznaję w tej ostatniej dyscyplinie 10 pkt na 10 mozliwych. Doświadczyłem czułego powitania wszystkich "ofrołderek" - za co wszystkim kochanym naszym kobietkom wielkie dzięki i jednocześnie oświadczam - cała przyjemność po mojej stronie! :)
W następnej kolejności przybyły dzieciaki z Domu Dziecka wraz z przesympatyczymi opiekunami. Kędzior oficjalnie przywitał zebranych, poprzydzielał małych gości do poszczególnych załóg i w drogę!
Już sam początek był imponujący - przejazd kawalkady 12 terenówek przez miasto był nie lada wydarzeniem. Po chwili zagłębiliśmy się w lasy i zaczął się "ofrołd". Trasa była lajtowa - założeniem była dobra zabawa i wypoczynek, a nie rzeźnia. Wszyscy uczestnicy "łyknęli" taką formę imprezki, więc bez zbędnego ciśnienia podążaliśmy sobie przez ostępy Nadleśnictwa Daleszyce. Za radą władz Nadleśnictwa udaliśmy się do granic rezerwatu przyrody "Białe Ługi", który zrobił niesamowite wrażenie na nas - mieszczuchach. Wyjątkowo Białe Ługi kwitły rzeczywiście na biało, bo zazwyczaj są zupełnie zielono-brązowe. Sielanka powiecie.... No niby tak ale Bydlak nie byłby Bydlakiem, a Kędzior Kędziorem, gdyby na trasie było tylko lajtowo :) Pojawiło się kilka wodnych i błotnych przeszkód - poszedł w ruch kinetyk i wyciągarka. Dzieciaki na takie dictum objawiły tzw. pozytywnego "banana" na buziach i ich emocje udzielały się dorosłym. W doskonałych nastrojach udaliśmy się w okolice Rakowa na ognisko i obiad - za salę restauracyjną posłużyła nam leśna polana nad rzeką ... Nim jednak tam dotarliśmy spotkaliśmy na swej drodze typową polską biznes - łómen. Droga wypadła nam przez jakies nieużytki nieopodal zabudowań gospodarstwa agroturystycznego. Kędzior - jak to zresztą zwykle w takich sytuacjach - udał się do właścicielki gruntu z zapytaniem czy owym porośniętym wszelkim możliwym chwastem - nieużytkiem możemy przejechać. Niezwykle sympatyczna właścicielka ośrodka agro zezwoliła bez mrugnięcia okiem. Kędzior ruszył zatem pomalutku a my za nim. Ale jakież było nas wszystkich zdziwienie, gdy po przejeździe pierwszego auta rzeczona kobieta zastawiła drogę i rzekła : te samochody to za duże są, a za przejazd płacicie 200 zł, bo pognietliście trawę. Żadne rozmowy nic nie pomogły - Kędzior znanymi tylko sobie sposobami wreszcie załagodził sprawę lecz w naszej opinii- tzw. "loży szyderców" :) - biznes łómen powinna się była spotkać zdecydowanie z mniej gentelmeńską reakcją.
Wracając do podróży... otóż obiad na leśnej polanie... Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że właściciele Land Roverów - będący w przewadze na tej imprezie tłumnie napadli na jednego "jeepniętego"- czyli mnie. W ramach publicznego protestu zjadłem kiełbasę na zimno. W planie miałem jeszcze samospalenie - by zwrócić uwagę mediów na swą niedolę - do czego jednak nie doszło ponieważ sobie przypomniałem, że mam do zrobienia jeszcze na tym łez padole ważną czynność - nie nakarmiłem mianowicie swojej świnki morskiej.
W dalszej części imprezy Kędzior zatopił Defendera w tym samym miejscu co zwykle od lat kilku - był to używając piłkarskiej terminologii "stały element gry".
Piotrkowi i Ewelinie nie udało się z kolei powrócić do domu na własnych 4 kołach. Dzielna Feroza tym razem poprosiła o urlop i trzeba było ją ciągnąć do Kielc na lawecie. Około 17:30 odstawiliśmy dzieciaki do Domu Dziecka i część oficjalna imprezy w wesolutkim klimacie dobiegła końca.
Podsumowując ten etap - być może nie zrobiliśmy niczego nadzwyczajnego - ale to nasz mały wkład w wychowanie tych dzieciaczków. To wyraźny komunikat jaki im dajemy , że świat ludzi dorosłych nie musi się kojarzyć z patologiami , złem i podłością , że wciąż wokół nich są ludzie dla których ich los nie jest obojętny. Z przyjemnością trzeba podkreślić , że w stosunku do ubiegłego roku, widać zdecydowanie rosnące zaangażowanie naszych klubowiczów w tego typu inicjatywę. To bardzo cieszy.
No dobrze... a co wydarzyło się po odstawieniu dzieciaczków ? - zapytają nieobecni ciekawscy... A najoględniej mówiąc - to co zwykle :))).
Tym razem baza zlotu miała miejsce u Kędziora na Bukówce. Rozbiliśmy namioty nad stawem i z nadejściem wieczoru rozpaliliśmy ognisko. Niespodziewanie przybył też nasz nadworny mechanik Zbyniu z cała familią :). Dzieciaki nasze a była ich nadal spora gromadka, biegały do późnej nocy z pochodniami, maltretowały pieszczotami szczeniaczki i objadały się smakołykami.. Dorośli debatowali o sprawach ważnych oraz kompletnie nieistotnych przy suto zastawionych stołach. Spożywano hektolitry piwka i łyski. Wreszcie Biały przyniósł gitarę i rychło wyłonił się chór męski w składzie : Maciek , Mateo , Lajer i sam Biały. Należy podkreślić , że przynależność do chóru należało zaakcentować zakładając czapkę polową moro wzór 89 :)) Asystowały nam nasze kochane Panie. Pieśni śpiewano wszelakie - już to "Hiszpańskie dziewczyny" (jakby kurcze polskich było mało:)), już to "Bogurodzicę" czy "Czarna Madonno". Zdecydowanie jednak w repertuarze królowały utwory Dżemu.
Poranek powitał nas wspaniałym słońcem, które wypędziło śpiochów z namiotów. Bojowa grupa specjalna - (na zdjęciach widoczna w hełmach) w ramach tzw "czynności operacyjnych" rozpoczęła badanie dna w akwenie wodnym. Wobec dostawy zimnego piwa wprost do stawu - czynności operacyjne znacznie się przeciągnęły i trwały do późnych godzin popołudniowych :).
Tak moi Państwo - kolejna wspaniała impreza ofrołdowo-towarzyska za nami. Spotkamy się dopiero we wrześniu - będziecie tęsknić?Boguś Lajer :)
PS. Dziękujemy bardzo za podarunki dla dzieciaczków wszystkim uczestnikom, a szczególnie Piekarni "Pod Telegrafem" i bawiącemu się z nami Romanowi Smolarskiemu (za pyszne wypieki) oraz Pracowni Krawieckiej "Fiu Fiu" Agatki Marciniewskiej za super chusty off-roadowe. Do rychłego zobaczenia!
Kędzior




