-
"Zielona szkoła na cztery koła" 2009
// 11 czerwca 2009Każdy, kto bywając na naszych imprezach, choć trochę nas poznał wie, że celem nadrzędnym wspólnych wypadów w teren jest nie koniecznie popularnie zwane „upalanie” ale przede wszystkim odkrywanie mało znanych i trudnodostępnych uroczysk ziemi świętokrzyskiej. Łączenie przyjemnego z pożytecznym przez mieszanie odpowiedniej ilości błota i wiedzy to nasz sposób na spędzanie czasu za kółkiem naszych maszynek. Ostatnia impreza na Ponidziu to klasyczny przykład takiego mariażu. Niewielu z Was zna czyste i malownicze nadnidziańskie plaże, które co kilka lat objawiają się w innych miejscach, niewielu widziało na własne oczy czarne bociany, dudki czy nurogęsi. Kto z Was jechał samochodem i obserwował w pełnym pędzie daniele czy sarny. Niewielu wie, że kolebka polskości, jej potęga miały początek w dolinie Nidy. Rzadko kto widział namacalne tego ślady w postaci grodzisk, zamków czy fortalicji. Cykl dwóch imprez zorganizowanych na Ponidziu dał szanse na liźnięcie tegoż tematu. Ostatni impreza zaś dała jeszcze jedną wyjątkową szansę na wyjątkowe obcowanie z przyrodą – baza w namiotach na plaży, daleko do wiosek i beztroska włóczęga w nadnidziańskie morza łąk i pastwisk to jest to! Cóż emocjonującego w tym być może zapytacie – a nic odpowiemy. Właśnie o to chodzi, by zgodnie z rytmem pór roku korzystać z dobrodziejstw przyrody. Jest czas na masakrę w śniegu i zamarzniętej wodzie, jest czas na totalną rzeź w przedwiosennym błocie, jest czas na wysuszone na pieprz bezdroża przeplatane orzeźwiającymi brodami, jest czas na dalekosiężne wakacyjne podróże czy imprezy z bankietami i DJ’em. Jest też najlepsza pora na wylegiwanie się nad rzeką przeplatane podróżami po bezkresie kwitnących łąk. ...ale, że nie samym widokiem człowiek się może nacieszyć hehehe - przygotowaliśmy więc konkretny odcinek w stylu „rainforest challenge”, by nakarmić nasze bestie:) Już samo dotarcie do niego zajęło ładnych parę godzin, a co dopiero pokonanie go. Najwięcej emocji wzbudziła przeprawa przez wymagający wąwóz i wijący się na jego dnie strumień. W ruch poszły wyciągarki, posypały się szyby, pourywały się zbędne akcesoria zdobiące nasze auta, zmasakrowano karoserie i lakier, by wieczorem... znów spokojnie usiąść do ogniska i podziwiać zachód słońca. Ruda woda, gitara, ognisko – pełen luz :)




